Dziura w CV
10.02.2011
, aktualizacja: 10.02.2011 14:52
Skończyłam studia, znalazłam ciekawą pracę. I wtedy pojawiło się dziecko. Moja umowa niestety nie została przedłużona. Wypadłam z rynku pracy.
ZOBACZ TAKŻE
- Mieć dziecko w Polsce? (21-09-10, 14:12)
- Biznesmamy (13-09-10, 15:30)
- Mama wraca do pracy (28-06-10, 08:00)
SERWISY
Zostałam mamą dwa lata temu. Z wyboru. Skończyłam studia, miałam pracę. Branża oświatowa, jednostka budżetowa. Nie robiłam zawrotnej kariery, ale każdy dzień był ciekawy. Setki rozmów: po polsku, po angielsku, po hiszpańsku. Dziesiątki załatwianych spraw: w ministerstwach, ambasadach, uczelniach, samorządach. Czułam się potrzebna. Osiem godzin mijało jak pięć minut.
I wtedy - dziecko. Ogromna radość, wspaniała nowina, ale i lęk, bo przecież chciałam macierzyństwo pogodzić z pracą zawodową. Czy mój szef to zrozumie? Nie chciałam zwlekać z informacją, poukładałam myśli w głowie, wybrałam dobry moment i
- No, gratuluję. Kolejny podatnik, trzeba się cieszyć.
(Uff, odsapnęłam, może nie będzie tak źle).
- Ile trwa teraz urlop macierzyński? 20 tygodni?!
(Mogłam powiedzieć, że trzy miesiące. Już widzę ten grymas na twarzy).
- A babcia jest?
(Cóż za pytanie? Ba, nawet dwie są!)
- No, pomyślimy Jeszcze nie wiem, co będzie z pani umową.
(Więc jednak problem).
Mijały dni, tygodnie, miesiące Szef wciąż nie wiedział, co ze mną zrobić. Gdy zaszłam w ciążę, miałam już drugą umowę na czas określony. Dyrektor miał więc dylemat: podpisać trzecią, na stałe, czy pozwolić mi odejść? Kilka tygodni przed porodem (byłam już wtedy na zwolnieniu) dowiedziałam się, że nie przedłuży mojej umowy.
- I tak zostanie pani w domu co najmniej półtora roku - usłyszałam w słuchawce.
Wypadłam z rynku pracy.
OSACZONA DOMEM
Córeczka rozwijała się wspaniale: rosła, gaworzyła, stawiała pierwsze kroki. Od jakiegoś czasu było jednak coraz gorzej - ze mną. Nie mogłam już patrzeć na zupki, kaszki, grzechotki. Rozmowy z niemowlakiem przestały mi wystarczać. Miałam dość noszenia dresów i naturalnego makijażu. Czułam się jak w klatce. Po prawie czte-rystu dniach spędzonych w domu postanowiłam wrócić do pracy.
PRZECZESYWANIE TERENU
Najpierw uruchomiłam stare znajomości, poinformowałam przyjaciół, paru osobom wysłałam CV. Ale wszędzie był kryzys, więc zaczęłam szukać sama. Każdego ranka ten sam rytuał - przegląd ogłoszeń. Prasa, internet. Początkowo wybierałam tylko te ciekawsze, dobrze płatne oferty. Szybko jednak obniżyłam pułap swoich oczekiwań.
Pracy szukam do dziś. Nie mam złudzeń. Z moim wykształceniem, znajomością angielskiego i obsługą komputera świata nie zdobędę. Jednak to nie brak kwalifikacji najbardziej utrudnia mi powrót na rynek. Nieważne, kim jest mój rozmówca - kobietą czy mężczyzną. Schemat każdej rozmowy jest podobny. Najpierw po polsku, potem po angielsku, a ja tylko czekam, aż padnie to pytanie. "Co pani robiła przez ostatni rok/półtora roku/dwa lata"? Co teraz? Przyznać się czy nie? Powiedzieć, że dziecko wychowywałam, książki czytałam, po Europie podróżowałam? A może pochwalić się certyfikatem z hiszpańskiego, do którego przygotowywałam się, siedząc w domu z dzieckiem? Na różne sposoby usiłuję załatać powiększającą się dziurę w życiorysie, ale krawcową jestem przeciętną. Nie ukryję przecież tego, że zostałam mamą, nie chcę tego robić, wolę czystą grę. Jednak to, co dzieje się potem, nie ma nic wspólnego z zasadami fair play.
LAWINA PYTAŃ O DZIECKO
Hasło "mam dziecko" uruchamia lawinę pytań: a w jakim wieku, czy nie choruje, kto z nim zostanie Tłumaczę, że znalazłam prywatne przedszkole, a mąż ma elastyczny czas pracy. Ale moje słowa trafiają w próżnię. Bo skoro jest babcia, to po co przedszkole? A może babcia wnuczką zająć się nie może? Co zatem będzie, gdy córka zachoruje?
Być może przegrywam też z innych powodów: za słaby angielski, zbyt mało doświadczeń, złe zdjęcie w CV. Ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że główną przeszkodą jest dziecko. Nie potrafię przełamać stereotypu Matki Polki, dla której świat kręci się wokół pomidorowej, pampersów i placu zabaw. Owszem, pomidorówkę gotuję, pieluchy jeszcze kupuję, a na placu zabaw z córką szaleję. Ale czytam też codzienną prasę, uczę się języków, spotykam ze znajomymi.
Dziwię się narzekaniom, że w Polsce rodzi się zbyt mało dzieci. Przecież wiadomo, że kobiety częściej decydują się na dziecko, jeśli mogą połączyć obowiązki zawodowe z rolą matki. Przyrost naturalny nie zależy od wysokości becikowego. Ulgę na dziecko chętnie zamieniłabym na ulgę w pracy: możliwość częściowej pracy w domu lub pracę na niepełnym etacie. Takie rozwiązania - choć zagwarantowane w kodeksie pracy - wciąż spotykają się z oporem ze strony pracodawców.
CHCĘ ZMIAN!
Chciałabym, by młoda mama nie kojarzyła się tylko z problemem (bo w ciążę znów zajdzie, zwolnienie weźmie, etat zablokuje). Marzę o zadaniowym systemie pracy. I o przytulnym państwowym żłobku, w którym bez problemu znajdzie się miejsce dla mojego dziecka. Na razie zazdroszczę mojemu mężowi. Nie musi nikomu tłumaczyć, czy planuje powiększenie rodziny. Nikt go nie pyta, czy pójdzie na zwolnienie w razie choroby córki; nigdy nie usłyszał, że dziecko ma "nieodchowane", a odbiór malucha z przedszkola to "jeszcze jedna niedogodność".
Ostatnio jednak coś się zmieniło. Przełożony męża przychodzi czasem z synkiem do pracy. Mama zająć się dzieckiem nie może.
Jest w pracy.
I wtedy - dziecko. Ogromna radość, wspaniała nowina, ale i lęk, bo przecież chciałam macierzyństwo pogodzić z pracą zawodową. Czy mój szef to zrozumie? Nie chciałam zwlekać z informacją, poukładałam myśli w głowie, wybrałam dobry moment i
- No, gratuluję. Kolejny podatnik, trzeba się cieszyć.
(Uff, odsapnęłam, może nie będzie tak źle).
- Ile trwa teraz urlop macierzyński? 20 tygodni?!
(Mogłam powiedzieć, że trzy miesiące. Już widzę ten grymas na twarzy).
- A babcia jest?
(Cóż za pytanie? Ba, nawet dwie są!)
- No, pomyślimy Jeszcze nie wiem, co będzie z pani umową.
(Więc jednak problem).
Mijały dni, tygodnie, miesiące Szef wciąż nie wiedział, co ze mną zrobić. Gdy zaszłam w ciążę, miałam już drugą umowę na czas określony. Dyrektor miał więc dylemat: podpisać trzecią, na stałe, czy pozwolić mi odejść? Kilka tygodni przed porodem (byłam już wtedy na zwolnieniu) dowiedziałam się, że nie przedłuży mojej umowy.
- I tak zostanie pani w domu co najmniej półtora roku - usłyszałam w słuchawce.
Wypadłam z rynku pracy.
OSACZONA DOMEM
Córeczka rozwijała się wspaniale: rosła, gaworzyła, stawiała pierwsze kroki. Od jakiegoś czasu było jednak coraz gorzej - ze mną. Nie mogłam już patrzeć na zupki, kaszki, grzechotki. Rozmowy z niemowlakiem przestały mi wystarczać. Miałam dość noszenia dresów i naturalnego makijażu. Czułam się jak w klatce. Po prawie czte-rystu dniach spędzonych w domu postanowiłam wrócić do pracy.
PRZECZESYWANIE TERENU
Najpierw uruchomiłam stare znajomości, poinformowałam przyjaciół, paru osobom wysłałam CV. Ale wszędzie był kryzys, więc zaczęłam szukać sama. Każdego ranka ten sam rytuał - przegląd ogłoszeń. Prasa, internet. Początkowo wybierałam tylko te ciekawsze, dobrze płatne oferty. Szybko jednak obniżyłam pułap swoich oczekiwań.
Pracy szukam do dziś. Nie mam złudzeń. Z moim wykształceniem, znajomością angielskiego i obsługą komputera świata nie zdobędę. Jednak to nie brak kwalifikacji najbardziej utrudnia mi powrót na rynek. Nieważne, kim jest mój rozmówca - kobietą czy mężczyzną. Schemat każdej rozmowy jest podobny. Najpierw po polsku, potem po angielsku, a ja tylko czekam, aż padnie to pytanie. "Co pani robiła przez ostatni rok/półtora roku/dwa lata"? Co teraz? Przyznać się czy nie? Powiedzieć, że dziecko wychowywałam, książki czytałam, po Europie podróżowałam? A może pochwalić się certyfikatem z hiszpańskiego, do którego przygotowywałam się, siedząc w domu z dzieckiem? Na różne sposoby usiłuję załatać powiększającą się dziurę w życiorysie, ale krawcową jestem przeciętną. Nie ukryję przecież tego, że zostałam mamą, nie chcę tego robić, wolę czystą grę. Jednak to, co dzieje się potem, nie ma nic wspólnego z zasadami fair play.
LAWINA PYTAŃ O DZIECKO
Hasło "mam dziecko" uruchamia lawinę pytań: a w jakim wieku, czy nie choruje, kto z nim zostanie Tłumaczę, że znalazłam prywatne przedszkole, a mąż ma elastyczny czas pracy. Ale moje słowa trafiają w próżnię. Bo skoro jest babcia, to po co przedszkole? A może babcia wnuczką zająć się nie może? Co zatem będzie, gdy córka zachoruje?
Być może przegrywam też z innych powodów: za słaby angielski, zbyt mało doświadczeń, złe zdjęcie w CV. Ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że główną przeszkodą jest dziecko. Nie potrafię przełamać stereotypu Matki Polki, dla której świat kręci się wokół pomidorowej, pampersów i placu zabaw. Owszem, pomidorówkę gotuję, pieluchy jeszcze kupuję, a na placu zabaw z córką szaleję. Ale czytam też codzienną prasę, uczę się języków, spotykam ze znajomymi.
Dziwię się narzekaniom, że w Polsce rodzi się zbyt mało dzieci. Przecież wiadomo, że kobiety częściej decydują się na dziecko, jeśli mogą połączyć obowiązki zawodowe z rolą matki. Przyrost naturalny nie zależy od wysokości becikowego. Ulgę na dziecko chętnie zamieniłabym na ulgę w pracy: możliwość częściowej pracy w domu lub pracę na niepełnym etacie. Takie rozwiązania - choć zagwarantowane w kodeksie pracy - wciąż spotykają się z oporem ze strony pracodawców.
CHCĘ ZMIAN!
Chciałabym, by młoda mama nie kojarzyła się tylko z problemem (bo w ciążę znów zajdzie, zwolnienie weźmie, etat zablokuje). Marzę o zadaniowym systemie pracy. I o przytulnym państwowym żłobku, w którym bez problemu znajdzie się miejsce dla mojego dziecka. Na razie zazdroszczę mojemu mężowi. Nie musi nikomu tłumaczyć, czy planuje powiększenie rodziny. Nikt go nie pyta, czy pójdzie na zwolnienie w razie choroby córki; nigdy nie usłyszał, że dziecko ma "nieodchowane", a odbiór malucha z przedszkola to "jeszcze jedna niedogodność".
Ostatnio jednak coś się zmieniło. Przełożony męża przychodzi czasem z synkiem do pracy. Mama zająć się dzieckiem nie może.
Jest w pracy.
-
Dziura w CV
fajnyszkrabek
11.02.11, 19:16
bardzo dobry artykuł, prawdziwy z życia wzięty. ja mam podobną sytuację tylko tyle że znalazłam w końcu pracę na umowę, mam dziecko prawie 4 letnie. narazie mam umowe na 3 mies. narazie w »
-
Re: Dziura w CV
marzenagr
12.02.11, 21:57
ja tez miałam przerwę 3,5 roku ale dzieki temu ze byłam zarejestrowana w UP dostałam się na przygotowanie zawodowe (oczywiście za śmieszne pieniądze) do ZUS-u. Przygotowanie trwało 6 »
-
Re: Dziura w CV
zebra12
13.02.11, 13:49
Dlatego, jesli komuś zalezy na pracy, to wraca po macierzyńskim - z bólem serca i wyrzutami sumienia. Tak to wygląda. Bo skoro ktoś może wytrwać 4 lata bez pracy i jakoś żyje i jeszcze »











